top of page
Szukaj

Ochrona dzieci w Internecie

Niedawno zapoznałem się z publikacją ONZ zatytułowaną „Getting Children’s Safety Online Right”, w której podkreślono jedno z najważniejszych wyzwań ery cyfrowej: ochronę dzieci w sieci. W raporcie tym uznano, że świat cyfrowy oferuje dzieciom ogromne możliwości w zakresie nauki, kreatywności i komunikacji, ale jednocześnie naraża je na rosnące zagrożenia mające wpływ na ich bezpieczeństwo, prywatność i dobre samopoczucie.


Foto: alekksall na Magnific


Jako osoba zajmująca się cyberbezpieczeństwem oraz jako ojciec dorastającego dziecka podchodzę do tego tematu nie tylko z zawodowego, ale i osobistego punktu widzenia. Szczerze mówiąc, nie sądzę, by istniało jedno uniwersalne rozwiązanie. W domu nadal uważam, że edukacja pozostaje najskuteczniejszą formą ochrony. Otwarte rozmowy, nauczanie krytycznego myślenia, wyjaśnianie kwestii prywatności, sprawowanie nadzoru rodzicielskiego dostosowanego do wieku dziecka oraz stosowanie filtrów treści na urządzeniach to obecnie najlepsze narzędzia, jakie znam.


Jednak sama edukacja już nie wystarcza.


W publikacji ONZ słusznie argumentuje się, że odpowiedzialność nie może spoczywać wyłącznie na dzieciach i rodzicach. Zaleca się w niej znacznie szersze podejście, obejmujące bezpieczniejsze projektowanie platform, silniejszą ochronę danych dzieci, ograniczenia dotyczące elementów projektowych sprzyjających uzależnieniu, przejrzystość algorytmów rekomendacji, oceny wpływu na prawa dziecka, zabezpieczenia związane z weryfikacją wieku oraz skuteczny nadzór regulacyjny.


Jeśli platformy celowo projektują produkty w oparciu o nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie, spersonalizowane rekomendacje, profilowanie behawioralne i algorytmy zwiększające zaangażowanie, które maksymalizują czas spędzany przez dzieci przed ekranem, nie można przerzucać odpowiedzialności przede wszystkim na rodziny. Twórcy tych środowisk cyfrowych powinni ponosić znacznie większą odpowiedzialność. Dzieci i rodzice nie powinni być zmuszeni do bronienia się przed produktami celowo zaprojektowanymi w celu maksymalizacji uwagi i gromadzenia danych.


Zasadniczo wolę edukację od zakazów i nie jestem zdecydowanym zwolennikiem szeroko zakrojonych zakazów. Rozumiem jednak, dlaczego coraz więcej krajów wprowadza ograniczenia w dostępie dzieci do niektórych serwisów społecznościowych lub aplikacji opartych na sztucznej inteligencji. Prawdziwym celem nie powinno być po prostu ograniczenie dostępu. Powinno nim być sprawienie, by platformy cyfrowe były z założenia zasadniczo bezpieczniejsze.


Duże firmy technologiczne powinny odczuwać zarówno presję regulacyjną, jak i społeczną, aby priorytetowo traktować bezpieczeństwo dzieci. A jeśli ta presja okaże się niewystarczająca, organy regulacyjne powinny mieć dostęp do skutecznych, proporcjonalnych i naprawdę odstraszających sankcji. Filozofia ta powinna być podobna do tej zawartej w RODO lub ustawie o sztucznej inteligencji, gdzie sankcje są na tyle znaczące, że wpływają na decyzje podejmowane na szczeblu zarządu. Dopiero gdy nieodpowiedzialne projektowanie stanie się droższe niż odpowiedzialne, wiele organizacji naprawdę zacznie przedkładać bezpieczeństwo dzieci nad wskaźniki zaangażowania.



 
 
 

Komentarze


Kontakt

BW Advisory sp. z  o.o.

Boczańska 25
03-156 Warszawa
NIP: 525-281-83-52

 

Polityka prywatności

  • LinkedIn
  • Youtube
bottom of page